środa, 12 maja 2010

Zdjęcia

Oto kilka zdjęć w temacie fotografia ślubna.


poniedziałek, 22 marca 2010

Gonitwa

Podczas odpoczynku tak mi przyszło do głowy, żeby zerknąć, na jakim ja szlaku w ogóle jestem. Z tego, co mówili wcześniej oni mieli iść zielonym a ja jestem na CZARNYM!! Ja nie mogę… no to nic dziwnego, że się nie spotkaliśmy… Dobra wstałam i już troszkę spokojniej ruszyłam w dół. Z tego, co pamiętam z mapki, która wisiała koło salonu Fotografia ślubna. To wszystkie szlaki zbiegały się w tym samym miejscu, więc pewnie spotkamy się na dolę. Ruszyłam z buta i do końca nie zrobiłam ani jednego zdjęcia. No, ale nie dziwota, bo patrzyłam tylko pod nogi, żeby sobie nic nie zrobić…

piątek, 19 marca 2010

cd...

Pędziłam jak oszalała, prawie biegłam. Co prawda biec się nie dało, bo było za stromo podczas schodzenia. W każdym bądź razie pędziłam w dół jak strzała. Informacja od pana z salonu fotografia ślubna, że mam do nadrobienia pół godziny drogi nie napawała mnie optymizmem, ale cały czas wbijałam sobie do głowy, że na pewno poruszam się z 2 razy a nawet 3 szybciej od nich, czyli za jakieś 20 min powinnam ich dogonić. No i tak pędziłam i pędziłam i nawet nie zważałam na szlaki, którymi idę. Miałam ich dogonić za 20 min a ja lece już około godziny a ich ani widu ani słychu. Zmęczyłam się nieziemsko postanowiłam, więc odpocząć z 5 min.

wtorek, 16 marca 2010

Biegiem

Goniłam jak głupia i wydawało mi się, że postacie zbliżają się za szybko… No i nie wydawało mi się, bo się zbliżały. To jakieś dwie osoby, które wyszły na szlak z drugiej strony. Ach… Jak się mijaliśmy to poznałam, że to pan, który sprzedawał mi filmy w salonie fotografia ślubna. Zapytałam czy nie widzieli takiej dużej grupy osób jak wchodzili? Powiedzieli, że tak, ale to było jakieś 30-40 minut temu. Zdziwiłam się troszkę, że ta moja grupa tak zasuwa. No, ale dobra podziękowałam za informację i dalej w drogę.

czwartek, 11 marca 2010

Co zrobiłam?

Co zrobiłam, hmm? No jedyną mądrą rzecz jaka mi przyszła do głowy czyli usiadłam i się rozpłakałam… :P nie no żartuję. Oczywiście, że się nie rozpłakałam, ale zaczęłam dalej podążać droga, którą szli wcześniej wszyscy. Tak mi się przynajmniej okazało. Spięłam się w sobie i postanowiłam ich dogonić. Łatwe to to nie było no, ale cóż. Jak tak szybko maszerowałam wypadł mi z torby jeden z filmów które kupiłam w Salonie Fotografia ślubna. No, ale cóż nie będę po niego złaziła po stromym zboczu moja strat zdjęć już sobie nie porobię, bo to był ostatni wolny film, jaki miałam został mi jeszcze tylko kilka zdjęć na tej kliszy, którą miałam w aparacie. Jak już schodziłam ze szczytu pstryknęłam jeszcze parę zdjęć. Myślałam, że jak wejdę na szczyt to ich zobaczę a tu straszna lipa nikogo nie widać… Chociaż jakby się przyjrzeć to ktoś tam jednak idzie… ruszyłam, więc szybko z nadzieją, że to oni.

wtorek, 9 marca 2010

Stresik

Po tym jak się rozdzieliliśmy ja zwolniłam jeszcze bardziej i zaczęłam pstrykać te zdjęcia jak szalona. Jedna górka druga górka potem trzecia, piata, dziesiąta… I tak zaczynałam już 3 film, który kupiłam w salonie fotografia ślubna. Robiłam zdjęcia praktycznie wszystkiemu. Tak mnie to zafascynowało, że straciłam z wzroku całą grupę i Michała również. Troszeczkę spanikowałam nie wiedziałam, co mam zrobić nie uśmiechała mi się wizja nocowania w górach sama na szczycie. Ale za moment przyszło opamiętanie, jakie nocowanie przecież szlak jest prosty ładny widoczny a jak coś to się zawrócę w wrócę tą samą drogo, którą przyszłam. Ot, co! Warto nadmienić, ze w tamtych czasach komórki nie były taką codziennością jak teraz i mieli je tylko nieliczni. Ja nie należałam do grupy szczęśliwych posiadaczy komórki… Zresztą i tak bym nie miała, do kogo zadzwonić, bo nikt z naszej grup nie miał.

niedziela, 7 marca 2010

Plan

No i tak też zrobiliśmy. Wszyscy pełni sił żwawo ruszyli na szlak a my spokojnie ciągnęliśmy się w ogonie wycieczki w takiej grupie jak idziemy jedno za drugim nikt nie zauważy braku 2 osób. Plan był mistrzowski. Po niecałych 10 minutach byliśmy wystarczająco daleko, aby się odłączyć. Początkowo szliśmy przez las, więc nie było zbyt wiele okazji do tego, aby popstrykać jakieś fajne zdjęcia wiec i tak goniliśmy grupę. Przy okazji pstryknęliśmy kilka zdjęć jakimś ślicznym kwiatkom, wiewiórce i jakimś ptaszkom. Dopiero, gdy wyszliśmy ponad korony drzew wtedy naszym oczom ukazał się piękny krajobraz Bieszczad. A właśnie nie wspominałam o tym… Byliśmy w Bieszczadach a szlak, którym wtedy szliśmy to połonina Caryńska. No i można sobie było kark skręcić na początku, bo nie wiedziałam gdzie mam się patrzeć. Jeden był minus wychodzenia poza las byliśmy widoczni jak na dłoni… wszyscy szli jakieś 200 metrów przed nami. Ale jakoś nie zawracali sobie nami głowy zapewne myśleli zakochani wiec nas zostawili. I o to właśnie chodziło. Zgubić się raczej nie dało rady, co najwyżej spać. W końcu i my się rozdzieliliśmy.