poniedziałek, 1 marca 2010

Góry

Cóż za ciekawa historia wydarzyła się wtedy zapytacie? A jak już dogoniłam grupę po zakupach w salonie „Fotografia ślubna” to akurat zaczynali wchodzić na szlak. A w zasadzie wsiadali, bo, busów, które miały nas zawieźć na drugi koniec szlaku abyśmy zaczęli, że tak brzydko powiem od tyłka strony i wyszli na końcu w tym miejscu gdzie teraz jesteśmy. Dobrze, ze ich dogoniłam, bo właśnie miał ruszać ostatni samochód. Zapakowaliśmy się w, dwa busiki, w każdym po 14 osób… Ścisk niesamowity no, ale dobra trzeba było przecierpieć. Perspektywa takiego wracania po przejściu całego szlaku była o wiele gorsza.
Jak już nas dowieźli to ulga była niesamowita. Ja przez całą drogę opracowywałam plan jak tu się oderwać od grupy najszybciej. No chyba najprościej jak to tylko można zrobić postanowiliśmy z Michałem, bo tak miała na imię kolega, który też interesował się fotografią, że zaczniemy iść bardzo wolno na końcu grupy a jak by coś zwietrzyli to udajemy, że robimy sobie zdjęcia jak odejdą wystarczająco daleko to każde idzie w swoją stronę.

0 komentarze:

Prześlij komentarz