niedziela, 7 marca 2010
Plan
No i tak też zrobiliśmy. Wszyscy pełni sił żwawo ruszyli na szlak a my spokojnie ciągnęliśmy się w ogonie wycieczki w takiej grupie jak idziemy jedno za drugim nikt nie zauważy braku 2 osób. Plan był mistrzowski. Po niecałych 10 minutach byliśmy wystarczająco daleko, aby się odłączyć. Początkowo szliśmy przez las, więc nie było zbyt wiele okazji do tego, aby popstrykać jakieś fajne zdjęcia wiec i tak goniliśmy grupę. Przy okazji pstryknęliśmy kilka zdjęć jakimś ślicznym kwiatkom, wiewiórce i jakimś ptaszkom. Dopiero, gdy wyszliśmy ponad korony drzew wtedy naszym oczom ukazał się piękny krajobraz Bieszczad. A właśnie nie wspominałam o tym… Byliśmy w Bieszczadach a szlak, którym wtedy szliśmy to połonina Caryńska. No i można sobie było kark skręcić na początku, bo nie wiedziałam gdzie mam się patrzeć. Jeden był minus wychodzenia poza las byliśmy widoczni jak na dłoni… wszyscy szli jakieś 200 metrów przed nami. Ale jakoś nie zawracali sobie nami głowy zapewne myśleli zakochani wiec nas zostawili. I o to właśnie chodziło. Zgubić się raczej nie dało rady, co najwyżej spać. W końcu i my się rozdzieliliśmy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz